poniedziałek, 12 lutego 2018


jestem poetą

jestem poetą
jestem poetą
jestem poetą
i muszę przypominać sobie o tym
siedząc w wannie
mocząc w wodzie stopy
którymi zmierzyłem pół Europy
mocząc bitą na kwaśne jabłko dupę
i fiuta
którym w odwecie zawędrowałem
do trzech rajskich picz







bez strachu

korzystając z gościnności
i niedzielnej kąpieli
w jej wannie
chciałbym powiedzieć o strachu
a właściwie o odkryciu
iż go nie ma
na końcu piaszczystej drogi
znikającej w środku
pradawnego lasu


wyspa

jaskrawy kolor snu
zbudził mnie bladym świtem
była taka usłużna swojej dawnej miłości
chociaż miłość
miłość nigdy nie ulega przedawnieniu

nie jest jak wina czy zbrodnia
miłość najtrwalsza jest – niczym szyna
pociągi snu jej nie zgniotą

zatem
zwyczajnie
dotarło do mnie
że jej rajska cipka cierpliwie opierając się łagodnym falom
wreszcie odnalazła swój ląd



powrót

korzystając z gościny jej wanny
wygody
i przyjemności maczania stóp
fiuta i zbyt ciężkich ramion
z nie odjętą jeszcze codziennością

odnajduję prawo do powrotów

prawo do wybaczania
prawo do triumfu
a chóry anielskie brzmiałby potwornie fałszywie
bez tych nut
nie odtrąbiając zwycięstw
powrotów
i wybaczania
na drodze do jej rajskiej cipy




don't be Karenina 2

miłość potrzebuje bliskości
miłość potrzebuje spojrzenia
zatrzymanego w ostatniej chwili

tuż przed przyjazdem
ostatniego pociągu




spawacz

jesień
i coraz więcej świateł latarni
rzucanych na asfalt snopów
coraz dłużej i wykwintniej
świeci to światło

marnując czas na przypominanie
twojego światła
moczę fiuta w gościnnej wannie
wyłuskuję z pamięci
treść twoich oczu
i sypiące się na ziemię iskry





ślepnę w tuszu

zanurzasz się w tej samej
gościnnej wodzie
i widzisz brud na brzegach
przebarwienia
ta jej horyzontalna czułość
zniwelowała
przykry zapach
choć niedoleczona rana
wciąż śmierdzi

wertykalnie myślisz
by jej wetknąć
nachalnie i bez „pardon”

a miłość…ona jedna
umożliwia także
nagłe powroty





ostatni dzień

ostatni wystygły szary dzień
w czarnej białostockiej
odwiedzamy stary garaż
na tyłach zarośniętych przez
nie – bycie
w środku ciemno
choć głos przemawia
że leżą tam bele szklanej waty
wiesz co zamykajmy to w pizdu
i wynośmy się
są gdzieś inne jesienie
są miejsca gotowe nas przyjąć
są rajskie piczki
nasłuchujące każdego kroku
najdrobniejszego
szelestu
powrotu



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz