sobota, 7 kwietnia 2018

SHE



Wszelkie techniki są jej znane, wiedza również. Potrafi się odpowiednio zachować, nie epatując swoim zachowaniem w ogóle. Potrafi milczeć, cierpliwie czekać potrafi. Raz przekaże informację w tak zwanym przelocie, cenną informację, z którą jednak nie bardzo wiem co zrobić. Nie bardzo czuję, co mógłbym z nią uczynić. Poza tym nie rozprasza się, nie odwraca głowy, nie rozgląda na lewo i prawo, tylko mówi, mówi, mówi. A do księgarni przychodzą nowi ludzie i nim ona się obejrzy - bo ja to widzę i rejestruję na okrągło - knajpa już jest pełna. Nawet właściciele potrafią zmienić się za ladą i obojgu powiem "dobry wieczór", kiedy ona ich nawet nie zauważy.

Powiedzieć, że przypomina mi Pe, to niewiele powiedzieć Dosłownie pochłonęła te wiersze i ten tomik, przepracowała każdy szczegół, wskazując dwa teksty do korekty i jeden do wyjebania. Do tego używała terminów, zwrotów, rozplątywała znaczenie poszczególnych rekwizytów, oznaczała ich symbolikę, stwierdzając przy tym na jednym wydechu, że to nie ojciec potrafi być taki czuły, tylko ten, kto w nim to dostrzegł. A z nowych oddechem, dodając - i to nie ona jest najważniejsza w tych wierszach o niej, a ten, który ofiarowuje jej to słońce. Zostaje jedynie postawić kropkę nad i, już mi się nie wyślizgnie, sama siebie przyparła do muru. Mogę już śmiało podejść, docisnąć ją do ściany, przy której się znalazła i zadrzeć jej kieckę do góry. Prostszymi słowy: zwyczajnie spytać, czy w ogóle podobają jej się te teksty? Czekam i uśmiecham się w duchu, powoli rozpinając rozporek. Cóż może powiedzieć, czymże zaskoczyć, nie ma wyjścia.
A ona znajduje rozwiązanie, mówiąc, że to nie ma znaczenia, czy jej się wiersze podobają. Ta odpowiedź wypada z jej gardła również jakby w przelocie, bez zbędnych analiz, więc patrzę na grafiki Olbińskiego i wolno, pod stołem, zapinam rozporek, chowając niedoszłe narzędzie gwałtu w spodniach. Tym się różni od Pe. Mówi wprost o wierszach i opisuje je takimi jakie są, ale nie mówi, że się jej podobają. Przez to nie mogłem dojść. Zatrzymuję się na tych grafikach, które zawiesiła tu Kasia. Na jednej z nich, do pani w nocnej sukni, skrada się facet na zawieszonej surrealistycznie linie wychodzącej z gałęzi drzew. Skrada się niczym kot, a ja zastanawiam się, czy Marta widzi to samo. Im dłużej patrzę na Olbińskiego tym więcej swojego wewnętrznego zmieszania udaje mi się tam wepchać. No bo jak to, dlaczego od razu, z marszu, z miejsca nie powiedziała, że TAK PODOBAJĄ MI SIĘ TE WIERSZE ...???

Po raz kolejny urealnia się to, że przecież nie jest głupia, musiała to widzieć, lub celowo nie powiedziała. Czas więc zejść ze mnie i wsiąść trochę na nią. Popytać. Interesuje mnie jej działalność. Mówi, że pracuje w społecznym liceum i to jest jest baza. Stamtąd może robić wypady w kierunku szkoleń dla nauczycieli - to raz, współpracować z wydawnictwem, wydając dla niego opinie - to dwa, być w radach naukowych Książnicy i Filologii na UwB - to trzy i cztery, oraz prowadzić zajęcia z Wiedzy o Kulturze na Politechnice - to pięć. Sześć to pomniejsze działalności, w tym w klubie filmowym w swojej szkole.

- Może nie mam do końca satysfakcji z życia, ale mam z siebie, z tego do czego doszłam i gdzie jestem. Teraz mogę wybierać.

Najbardziej interesujące padło do pierwszego przecinka. To do przecinka było tym jedynym razem, kiedy się otworzyła. Być może uczyniła to mimowolnie, w przelocie, ale jak już powiedzieliśmy raz, tak powtórzmy to głośno NIE JEST ŚLEPA. Zacząłem odczuwać dyskomfort. Z niedawnego przyciskającego do muru, stałem się przyciskany i przygaszony. Wróciliśmy do tekstów i nie potrafiłem nawet odnaleźć tych, o których mówiła, bo sama znajdowała je o wiele szybciej.
- Jezus, aleś ty inteligentna - syknąłem do siebie pod nosem.
Usłyszała.
Spojrzała na mnie znad pliku kartek, które wertowała, i jakby znów mimochodem rzuciła - a ty myślisz, że nie jesteś? Nie byłoby czwartego spotkania, gdybyś nie był - ucięła. Po czym wróciła do wertowania pliku, zanurzając się w nich ponownie, bez najmniejszego problemu, jakby zanurzała się w morzu, nawet nie poprawiając okularów. A później wyławiała z nich i kładła na stół swoje frutti do mare; anafory, epifory, aliteracje, i co tam kurwa jeszcze - nie spamiętałem.

Kiedy wychodzimy na zewnątrz w mroźną noc, pytam, czy postoi jeszcze chwilę i zaczeka, aż zapalę. Ona zgadza się, a ja chcę jej koniecznie powiedzieć o Pe. O tym, że nikt dotąd nie zajmował się tak wnikliwie moją twórczością, jak ona, wspierając się na solidnych filarach oczytania i wysokiego ilorazu inteligencji.
- Eli, wyrwij ty się z tego grajdoła - wyprzedza mnie Marta. Wiesz, dlaczego Kaśka nie napisała ci nic na temat tych wierszy? Bo to ją zwyczajnie przerosło. Tu każdy ma jakieś kompleksy.

A nie mówiłem? Powiedzieć, że przypomina Pe, to niewiele powiedzieć. Różniły się tym, że Marta mogła stać tuż przede mną, tak blisko i niebezpiecznie realnie. Trzymałem w palcach jeszcze kawałek tlącego się papierosa, ale chciałem już ją zwolnić z czekania i powiedziałem, żeby wracała. Wsiadła do swojego peugeota i odjechała. Nikt nie musi dotrzymywać towarzystwa mojemu nałogowi. Powiedziała tak dużo, że zostało teraz strawienie tego i przejście nad tym do porządku dziennego. Wieczorna fiesta, niezaplanowana uczta. Czułem się syty, czułem w środku radość. Kiedy odjechała, przespacerowałem się kilka kroków w tę i z powrotem, w blaskach latarni, na gwarnym zakręcie, z przerażeniem dochodząc do wniosku, że przecież mam tylko te wiersze oraz fale na głowie. To wszystko. W środku jestem pusty jak bęben i choć to miała być tajemnica, to przecież, jak już powiedzieliśmy - dziewczyna ślepa nie jest. Co miała zobaczyć, na pewno zobaczyła...

I z tymi wnioskami, a także z workami po ostatnich porządkach w skarbcu, załadowanymi w bagażniku, jadę w sobotnie popołudnie drogą S19 w stronę Kuźnicy Białostockiej. Przez ostatnie dni nawiedził nas prawdziwy mróz, przetaczając się wolno znad samej Syberii. Słońce zachodzi na ogniście pomarańczowo - gęste jak galaretka. Chociaż wczoraj, kiedy byłem w pracy i przypatrywałem się jak chowa się między dwoma wieżowcami, pomyślałem, że ścieka jak stary atrament między rozchylone uda horyzontu. Przypomniał mi się mój wiersz z Oddechów, chwyciłem za aparat, zrobiłem szybko zdjęcie i umieściłem je wraz z wierszem na FB. A teraz świeciło jeszcze jaskrawiej, odbijając się od śniegu. Mam włączoną muzykę, zastanawiam się, czy nie zadzwonić do Księżnej. Po krótkim namyślę, rezygnuję. W końcu jadę do Edwarda, ostatniego mizogina alfa w promieniu kilkuset mil. Telefon do Księżnej byłby jak łyżka miodu do ojcowskiej słoniny, którą on tak lubi się raczyć.

Edward też słucha muzyki, tyle, że z radia. Krząta się po kuchni, nie słyszy kiedy wchodzę i na mój widok oczy mu rozbłyskują tak szczerze, że aż chwyta za obojczyk. Witamy się i pytam go, gdzie mogę zostawić worki. Mówi, żebym zaniósł jej pod wiatę i pyta, czy ma pomóc. Nie, nie trzeba - odpowiadam i jednocześnie oferuję się, że przyniosę mu kilka worków drzewa.
- Dobrze. To ja pozmywam - odpowiada ochoczo ojciec.

Już po wieprzowych nóżkach w kapuście, tuż przed deserem, rozstawiamy talerzyki do ciasta, wsypujemy kawę rozpuszczalną do kubków, ojciec stawia na stole popielnicę i aż nogami przebiera, żeby wreszcie dostać papierosa i zapalić. Dziś nie ma przerw między nami, cały czas wypełniamy rozmową, nawet zdążyłem już odmówić pożyczenia mu dwóch stów. W końcu go pytam.
- To czego ty właściwie byś mi w życiu życzył?
Ojciec spogląda w okno, uśmiecha się sam do siebie i po chwili powraca ze świata swoich przemyśleń na ziemię. Patrzy na mnie i teatralnie wznosi czoło z mięsistym nochalem ku górze, zaczynając falować łapkami, jakby udawał wirtuoza przy fortepianie.
- Żeby w twoich wierszach rządzący mogli znaleźć jakąś mądrą radę i zwykli ludzie też mogli znaleźć coś mądrego. Żeby twoje tomiki nie leżały na ladzie, tylko były sprzedawane. Żeby panie od progu pytały, czy są już nowe książki Buczyńskiego? A ta co je sprzedaje, żeby krzyczała, już już, chwileczkę i wychodziła szukać twoich książek. Żeby ludzie pytali czy są twoje wiersze w księgarniach. A nawet żeby te BŹDZIĄGWY w PKS-ie, wracając do domu po pracy, rozmawiały ze sobą - ty czytałaś już najnowsze wiersze Eligiusza Buczyńskiego?
Tego ci życzę.

Siedzimy, palimy, kłęby dymu unoszą się nad nami. Zajadam jego wafelki. Choć i tak jest mi już wystarczająco słodko i przyjemnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz